|
|
27 mar 2009 - 12:05
|

Zaawansowany
Postów: 282
Dołączył: pon, 09 cze 08
Skąd: ekologia.pl

|
Ilość odpadów wysokoaktywnych z EJ, odpowiadająca zaspokojeniu potrzeb energii 1 człowieka przez całe jego życie, to krążek o średnicy 7 cm i grubości 2 cm. Mało? Potomkowie dzieci urodzonych w Polsce w 2007 roku (przy założeniu, że średnia długość życia wyniesie 65 lat) odziedziczą radioaktywny słup o średnicy 7 cm i wysokości prawie 8 km.
--------------------
Jutro to dziś, tyle że jutro.
|
|
|
|
|
|
2 Stron
1 2 >
|
 |
Odpowiedzi
(1 - 19)
|
cyrion*
|
06 kwi 2009 - 10:39
|

|
Cytat ze strony światowego stowarzyszenia energii atomowej "A 1000 MWe nuclear power reactor can be expected to produce around 100 m3 of low level waste every year." Tłumaczenie dla nie znających języka "Co roku z reaktora o mocy 1000MWe można się spodziewać 100m3 radioaktywych odpadów niskoaktywnych" Czy to mało czy dużo niech każdy odpowie sobie sam. Budując reaktor o mocy 1600MWe będzie to ok. 160m3, a mając 2 takie reaktory kraj ma problem z ok. 320 m3 odpadów, których z każdym rokiem przybywa o mniej więcej te 320m3. Po trzech latach bedzie to niemalże kilometr kwadratowy powierzchni + kilometr wysokości!
Ma ktoś kilometr kwadratowy terenu do oddania pod składowisko tego wszystkiego? Jeśli ktoś chętny, do oddania się zgłosi, to niech zapyta sąsiadów tego terenu, czy chcą mieć taką bombę pod oknami. I czy chcą mieć kilometrowej wysokości ścianę przed tymi oknami.
|
|
|
|
|
|
|
inny gość*
|
06 kwi 2009 - 11:38
|

|
CYTAT(cyrion @ 06 kwi 2009 - 10:39)  Cytat ze strony światowego stowarzyszenia energii atomowej "A 1000 MWe nuclear power reactor can be expected to produce around 100 m3 of low level waste every year." Tłumaczenie dla nie znających języka "Co roku z reaktora o mocy 1000MWe można się spodziewać 100m3 radioaktywych odpadów niskoaktywnych" Czy to mało czy dużo niech każdy odpowie sobie sam. Budując reaktor o mocy 1600MWe będzie to ok. 160m3, a mając 2 takie reaktory kraj ma problem z ok. 320 m3 odpadów, których z każdym rokiem przybywa o mniej więcej te 320m3. Po trzech latach bedzie to niemalże kilometr kwadratowy powierzchni + kilometr wysokości!
Ma ktoś kilometr kwadratowy terenu do oddania pod składowisko tego wszystkiego? Jeśli ktoś chętny, do oddania się zgłosi, to niech zapyta sąsiadów tego terenu, czy chcą mieć taką bombę pod oknami. I czy chcą mieć kilometrowej wysokości ścianę przed tymi oknami. hmmm...no jak bym nie liczył 320m^3 x 3lata nie daje mi sześcianu o wymiarach (o zgrozo!) 1km x 1km x 1km.hmmm...mnie w szkole uczono, że 1km^3=1000m x 1000m x 1000m...co daje 1000000000m^3 a nie 1000m^3...no cóż kilka zer Ci umkneło najwyraźniej, mam nadzieje, że nie wszystkie swoje argumenty podajesz z TAKĄ dokładnością. Nie trzeba być matemetykim, żeby stwierdzić, że 1km^3 odpadów to osiągniemy za hmmm...3000000lat...a nie 3lata... Jeszcze chetnie zobaczyłbym żródło twoich danych...bo jeśli już coś piszesz to zakładam, że opierasz sie na jakichś informacjach...chyba, że sam prowadzisz obliczena...
|
|
|
|
|
|
|
cyrion*
|
06 kwi 2009 - 15:22
|

|
Masz rację, pojechałem z tymi kilometrami. Po trzech latach będziemy mieć ok. 320m3 x 3 = 960m3, czyli mniej więcej 9,9x9,9x9,9m klocek. Zgadzam się, różnica między sześcianem o długości krawędzi podstawy 1km a takim o krawędzi 10m jest bardzo duża, jednak w konkretnej sytuacji - odpadów promieniotwórczych - różnica jest żadna. Tzn. dawka jaką można dostać z tego żle policzonego sześcianu i z tego dobrze jest równie bardzo przekraczająca normy, przy których człowiek przeżyje takie spotkanie. Pytasz o źródło - proszę http://www.world-nuclear.org/how/wastemana...0fa7b_10_0_66_7
|
|
|
|
|
|
|
Gość*
|
07 kwi 2009 - 09:34
|

|
CYTAT(cyrion @ 06 kwi 2009 - 10:39)  Cytat ze strony św9CC580iatowego stowarzyszenia energii atomowej "A 1000 MWe nuclear power reactor can be expected to produce around 100 m3 of low level waste every year." Tłumaczenie dla nie znających języka "Co roku z reaktora o mocy 1000MWe można się spodziewać 100m3 radioaktywych odpadów niskoaktywnych" Czy to mało czy dużo niech każdy odpowie sobie sam. Budując reaktor o mocy 1600MWe będzie to ok. 160m3, a mając 2 takie reaktory kraj ma problem z ok. 320 m3 odpadów, których z każdym rokiem przybywa o mniej więcej te 320m3. Po trzech latach bedzie to niemalże kilometr kwadratowy powierzchni + kilometr wysokości!
Ma ktoś kilometr kwadratowy terenu do oddania pod składowisko tego wszystkiego? Jeśli ktoś chętny, do oddania się zgłosi, to niech zapyta sąsiadów tego terenu, czy chcą mieć taką bombę pod oknami. I czy chcą mieć kilometrowej wysokości ścianę przed tymi oknami. hmm tak patrzę na twoje obliczenia i nachodzi mnie tylko jedna myśl: najgłośniej musiałeś krzyczeć o skasowaniu obowiązkowej matury z matematyki;
|
|
|
|
|
|
|
cyrion*
|
07 kwi 2009 - 10:09
|

|
Przecież się poprawiłem, po co jęczysz! Skoro sam wpadłeś na to, że popełniłem błąd to chyba dobrze. A może sam na to nie wpadłeś, tylko przeczytałeś wpis "inny gość". Mógłbyś się podpisać jak krytykujesz.
|
|
|
|
|
|
|
Gość*
|
07 kwi 2009 - 10:12
|

|
CYTAT(cyrion @ 06 kwi 2009 - 15:22)  Masz rację, pojechałem z tymi kilometrami. Po trzech latach będziemy mieć ok. 320m3 x 3 = 960m3, czyli mniej więcej 9,9x9,9x9,9m klocek. Zgadzam się, różnica między sześcianem o długości krawędzi podstawy 1km a takim o krawędzi 10m jest bardzo duża, jednak w konkretnej sytuacji - odpadów promieniotwórczych - różnica jest żadna. Tzn. dawka jaką można dostać z tego żle policzonego sześcianu i z tego dobrze jest równie bardzo przekraczająca normy, przy których człowiek przeżyje takie spotkanie. Pytasz o źródło - proszę http://www.world-nuclear.org/how/wastemana...0fa7b_10_0_66_7wiesz co znaczy niskoaktywny?? wcześniej przy złych obliczeniach pisałeś o niemożliwości składowania, teraz przeskakujesz na dawki, znowu nie mając "zielonego" pojęcia o czym piszesz, poczytaj sobie o radiologii i dozymetrii, potem się wypowiadaj "jednak w konkretnej sytuacji - odpadów promieniotwórczych - różnica jest żadna." no to panie "geniuszu" różnica jest znacząca, co sie łatwiej składuje?? sześcian o boku 1km czy taki o boku 10m?? co łatwiej obudować osłoną?? co łatwiej pilnować?? i co jest tańsze do składowania??
|
|
|
|
|
|
|
Gość*
|
07 kwi 2009 - 10:16
|

|
CYTAT(cyrion @ 07 kwi 2009 - 10:09)  Przecież się poprawiłem, po co jęczysz! Skoro sam wpadłeś na to, że popełniłem błąd to chyba dobrze. A może sam na to nie wpadłeś, tylko przeczytałeś wpis "inny gość". Mógłbyś się podpisać jak krytykujesz. mógłbym ale nie muszę; reszty komentować nie będę bo i tak nie uwierzysz jak napiszę że ten post miałem wysłać wczoraj a wysłałem dopiero dziś po tym jak skorygowałeś obliczenia...
|
|
|
|
|
|
|
cyrion*
|
07 kwi 2009 - 16:51
|

|
Jasne, że nie uwierzę. A różnica między górą radioaktywnych odpadów o wysokości 10m, a górze wysokości 1km jest taka jak napisałem "dawka jaką można dostać z tego źle policzonego sześcianu i z tego dobrze jest równie bardzo przekraczająca normy, przy których człowiek przeżyje takie spotkanie."
Podpisz się jak ze mną rozmawiasz, bo nie wiem z kim mam do czynienia. Proszę.
|
|
|
|
|
|
|
|
16 maj 2009 - 16:38
|
Nowy
Postów: 3
Dołączył: sob, 16 maj 09

|
Obecnie wiele państw stosuje tzw. recyklizację wypalonego paliwa (taki swoisty przerób wtórny), która pozwala zmniejszyć ilość odpadów. Wypalone paliwo nie jest tu klasyfikowane jako odpady - trafia do przerobu do specjalnych zakładów (w Europie takie zakłądy znajdują się w La Hague we Francji, w Sellafield w UK i w Rosji), gdzie odziela się "niewypalone" resztki uranu oraz pluton, z których robi się nowe paliwo do reaktorów. To co zostanie jest zeszkliwiane, wsadzane do specjalnych pojemników odpornych na korozję (pojemniki te są wielokrotnie testowane), zabetonowywane w specjalnych kanałach w składowisku odpadów 800-1000 m pod ziemią w pokładach solnych skąd praktycznie nie ma możliwości wydostania się na powierzchnię wcześniej niż za kilkaset tysięcy lat przy najbardziej niesprzyjających warunkach. Po ok. 300 latach aktywność tych odpadów spada do poziomu aktywności rudy uranowej. To są najgroźniejsze odpady - odpady wysokoaktywne.
Natomiast odpady niskoaktywne (których jest najwięcej) to np. pokrowce na buty, fartuchy, ściereczki, ręczniki papierowe, pojemniki, ubrania, papier, wata, lignina, płyny i wyposażenie, które miały kontakt z materiałami promieniotwórczymi stosowanymi w medycynie. Te odpady są prasowane (zmniejszanie objętości), równiez pakowane do specjalnych pojemników i zabetonowywane (są jeszcze dodatkowe bariery zabezpieczające w składowiskach). Trzeba natomiast wyraźnie powiedzieć że ODPADY PROMIENIOTWÓRCZE POCHODZĄ NIE TYLKO Z ELEKTROWNI ATOMOWYCH. Pochodzą również z przemysłu i medycyny, więc nawet jeśli nie będziemy mieli elektrowni atomowych to i tak od odpadów nie uciekniemy. W Polsce od roku 1961 działa składowisko odpadów promieniotwórczych w Różanie w woj. mazowieckim. Do tej pory nic się stamtąd nie wydostało, a okoliczni mieszkańcy są zdrowi - zachorowalność na choroby nowotworowe w tej gminie należy do najniższych w Polsce.
I teraz porównajmy to z milionami ton silnie promieniotwórych odpadów z polskich elektrowni węglowych, które leżą na powierchni ziemi i nikomu to nie przeszkadza. Elektrownie jądrowe po sobie sprzątają, zresztą mogą bo ilość odpadów jest znikoma w porównaniu z odpadami z elektrowni opalanych węglem. Węgiel nawet gdyby chciał to nie dałby rady po sobie sprzątnać. A prąd mieć musimy. Mamy do wyboru między węglem i atomem. OZE nie wchodzą w grę ze względu na brak możliwości pracy w podstawie obciążenia sieci.
Ten post został edytowany przez Łukasz: 16 maj 2009 - 16:39
|
|
|
|
|
|
|
|
16 maj 2009 - 16:48
|
Nowy
Postów: 3
Dołączył: sob, 16 maj 09

|
Przepraszam za ten flooding ale nie moge zrobić edycji poprzedniego posta bo jakieś błędy wyskakują więc wkleję poprawiony tekst tutaj. Mam nadzieję że admin tego nie usunie.
Obecnie wiele państw stosuje tzw. recyklizację wypalonego paliwa (taki swoisty przerób wtórny), która pozwala zmniejszyć ilość odpadów. Wypalone paliwo nie jest tu klasyfikowane jako odpady - trafia do przerobu do specjalnych zakładów (w Europie takie zakłądy znajdują się w La Hague we Francji, w Sellafield w UK i w Rosji), gdzie odziela się "niewypalone" resztki uranu oraz pluton, z których robi się nowe paliwo do reaktorów. To co zostanie jest zeszkliwiane, wsadzane do specjalnych pojemników odpornych na korozję (pojemniki te są wielokrotnie testowane), zabetonowywane w specjalnych kanałach w składowisku odpadów 800-1000 m pod ziemią w pokładach solnych skąd praktycznie nie ma możliwości wydostania się na powierzchnię wcześniej niż za kilkaset tysięcy lat przy najbardziej niesprzyjających warunkach. Po ok. 300 latach aktywność tych odpadów spada do poziomu aktywności rudy uranowej. To są najgroźniejsze odpady - odpady wysokoaktywne.
Natomiast odpady niskoaktywne (których jest najwięcej) to np. pokrowce na buty, fartuchy, ściereczki, ręczniki papierowe, pojemniki, ubrania, papier, wata, lignina, płyny i wyposażenie, które miały kontakt z materiałami promieniotwórczymi stosowanymi w medycynie. Te odpady są prasowane (zmniejszanie objętości), równiez pakowane do specjalnych pojemników i zabetonowywane (są jeszcze dodatkowe bariery zabezpieczające w składowiskach). Trzeba natomiast wyraźnie powiedzieć że ODPADY PROMIENIOTWÓRCZE POCHODZĄ NIE TYLKO Z ELEKTROWNI ATOMOWYCH. Pochodzą również z przemysłu i medycyny, więc nawet jeśli nie będziemy mieli elektrowni atomowych to i tak od odpadów nie uciekniemy. W Polsce od roku 1961 działa składowisko odpadów promieniotwórczych w Różanie w woj. mazowieckim. Do tej pory nic się stamtąd nie wydostało, a okoliczni mieszkańcy są zdrowi - zachorowalność na choroby nowotworowe w tej gminie należy do najniższych w Polsce.
I teraz porównajmy to z milionami ton silnie promieniotwórych odpadów z polskich elektrowni węglowych, które leżą na powierchni ziemi i nikomu to nie przeszkadza. Elektrownie jądrowe po sobie sprzątają, zresztą mogą bo ilość odpadów jest znikoma w porównaniu z odpadami z elektrowni opalanych węglem. Węgiel nawet gdyby chciał to nie dałby rady po sobie sprzątnać, bo tego jest za dużo. Ba, nawet niektórzy już wydobywają uran z tych hałd (kanadyjska firma Sparton prowadzi taki pilotażowy program w Chinach w okolicy elektrowni węglowej Xiaolongtang a nasi rodzimi specjaliści też się interesowali tym zagadnieniem ale ze względów politycznych prace przerwano - wiadomo, PRL). A prąd mieć musimy. Mamy do wyboru między węglem i atomem. OZE nie wchodzą w grę ze względu na brak możliwości pracy w podstawie obciążenia sieci - przyzna to każdy mający jakieś pojęcie o elektroenergetyce i pracy sieci.
Ten post został edytowany przez Łukasz: 16 maj 2009 - 16:52
|
|
|
|
|
|
|
Andrzej**
|
16 maj 2009 - 18:18
|

|
Brawo Panie Lukaszu, Dobrze ze w dyskusjach zaczynaja sie pojawiac rzeczowe odpowiedzi. Oczywiscie ma Pan racje. a co do tej rzekomo "smiercionosnej" gory odpadow, o jakiej pisze Cyrion, to zapraszam do reaktora MARIA w Swierku, tam każdy może przekonac sie, że paliwo wypalone oddzielone 4 metrami wody nikomu nie grozi. 4 m wody to tyle co 2,5 m - slownie dwa i pół metra- ziemi. A więc jeśli odpady zakopiemy na głębokość 2,5 metra, to nie będą groziły bezpośrednim promieniowaniem. Grożą natomiast jeżeli się rozpuszczą w wodzie i z tą wodą zostaną wypite, wtedy będą w moim brzuchu, a nie za osloną. Dlatego odpady zalewa się roztopionym szkłem (witryfikacja), z którego wymyć cokolwiek jest bardzo trudno, potem obejmuje się je pojemnikami z miedzi i stali nierdzewnej, a w koncu umieszcza sie je w pokładach soli lub granitu, gdzie nie płynie woda. Tak oddzielone od biosfery nie są żadnym zagrożeniem dla człowieka. Andrzej
|
|
|
|
|
|
|
cyrion*
|
18 maj 2009 - 10:19
|

|
CYTAT zapraszam do reaktora MARIA w Swierku To jest centrum badawcze. BADAWCZE. Słowo badawcze oznacza, ze nie produkuje się tam energii na potrzeby przemysłu i osiedli, tylko bada reakcje, uczy obcowania z taką energią. CYTAT Tak oddzielone od biosfery nie są żadnym zagrożeniem dla człowieka. Epidemia grypy też nam podobno nie grozi. Czemu więc swiat oszalał na jej punkcie? Esencją "bezpieczeństwa" energii jądrowej są pracownicy samego centrum badawczego. Marek Sadowski z Instytutu Problemów Jądrowych w Świerku mówi CYTAT Materiały rozszczepialne ulegną wyczerpaniu. Można myśleć o ich powielaniu, ale technologia jądrowa zawsze będzie niebezpieczna http://www.elektrownieatomowe.info/15_wiad...rmojadrowa.html
|
|
|
|
|
|
|
Gość*
|
18 maj 2009 - 11:04
|

|
W tym artykule Paweł Gąsior z Instytutu Fizyki Plazmy i Laserowej Mikrosyntezy podnosi ważna kwestię. Mianowicie zauważa, że zasoby potrzebne energetyce atomowej są wyczerpywane. W przypadku energetyki termojądrowej nie ma tego problemu! Termojadrowka to przyszlosc. Skoro mamy sie uczyc nowych technologii, ktore beda dostepne juz za 30-40 lat, to teraz pracujmy na węglu, a później zacznijmy wdrażać prawdziwą czystą energię i technologiczne nowinki.
|
|
|
|
|
|
|
Łukasz*
|
21 maj 2009 - 15:25
|

|
CYTAT(cyrion @ 18 maj 2009 - 10:19)  To jest centrum badawcze. BADAWCZE. Słowo badawcze oznacza, ze nie produkuje się tam energii na potrzeby przemysłu i osiedli, tylko bada reakcje, uczy obcowania z taką energią. Zgadza się, ale jakie to ma znaczenie? Nie ma różnicy między wypalonym paliwem (i odpadami) z reaktora badawczego i energetycznego z punktu widzenia ochrony radiologicznej. Pan Andrzej pisząc o reaktorze w Świerku chciał pokazać że gospodarowanie wypalonym paliwem jądrowym jest bezpieczne. Paliwo takie nie stanowi zagrożenia dla biosfery przy odpowiednim postępowaniu z nim. CYTAT(cyrion @ 18 maj 2009 - 10:19)  Epidemia grypy też nam podobno nie grozi. Czemu więc swiat oszalał na jej punkcie? Bo to jest temat medialny, sensacja prasowa. Każdy sposób straszenia ludzi i grania na emocjach jest atrakcyjny. "To się sprzedaje". Nie takie epidemie już miały miejsce w historii. A w Polsce więcej osób choruje na zwykłą grypę, raka, gruźlicę (!), albo jest nosicielem żółtaczki typu B i nikt się tym specjalnie nie przejmuje, nikt nie robi z tego afery. Takie samo było straszenie rokiem 2000 i masowymi awariami komputerów pod koniec lat 90-tych. Ile z tego się sprawdziło? CYTAT(cyrion @ 18 maj 2009 - 10:19)  Esencją "bezpieczeństwa" energii jądrowej są pracownicy samego centrum badawczego. Marek Sadowski z Instytutu Problemów Jądrowych w Świerku mówi http://www.elektrownieatomowe.info/15_wiad...rmojadrowa.htmlKolego Cyrionie, to jest nadinterpretacja. Owszem uran i tor są zasobami (teoretycznie) wyczerpywalnymi ale trzeba wiedzieć w jak długiej perspektywie czasowej - na chwilę obecną jest to 472 000 lat dla samego uranu, tor należy pomnożyć x3, a wartości te z roku na rok rosną ponieważ coraz bardziej opłacalne staje się wydobycie złóż, dotychczas nie eksploatowanych i uznanych za niedochodowe. Polecam tą stronę: atom.edu.pl. Uran można wydobywać praktycznie ze wszystkiego, nawet z wody morskiej. Synteza termojądrowa to BARDZO daleka przyszłość jeśli chodzi o zastosowanie komercyjne. Zanim powstanie pierwsza komercyjna elektrownia termojądrowa (ITER nią nie będzie bo to wciąż projekt badawczy) większości osób piszących tu posty już nie będzie na świecie a reszta będzie dziadkami. Błędem jest również twierdzenie że fuzja wyprze "konwencjonalną" energetykę jądrową (czyli opartą na reakcji rozszczepienia) bo trzeba brać pod uwagę ogromny postęp techniczny w tej dziedzinie, stabilny i silny przemysł jądrowy który jest w stanie finansować dalszy rozwój technologii (w przypadku fuzji coś takiego nie istnieje, pieniądze wykładają rządy państw z funduszy badawczych). Druga kwestia to konieczność dywersyfikacji źródeł energii elektrycznej - opieranie się tylko na jednym źródle jest bardzo ryzykowne. Trzecia kwestia to fakt, że Polska może jedynie pomarzyć o fuzji - ja osobiście wątpię żeby elektrownia termojądrowa powstała w Polsce w tym stuleciu, bo nikt nam za darmo nie udostępni technologii na badanie której wydał miliardy dolarów a tymczasem polska w projektach fuzyjnych właściwie nie uczestniczy.
|
|
|
|
|
|
|
Gość*
|
11 lis 2009 - 18:53
|

|
Znowu ta cudowna "dywersyfikacja źródeł". Z chęcią zobaczyłbym jakiekolwiek źródło przeczące temu, że uran będzie sprowadzany ze wschodu (tam mamy najbliżej). W UE wydobywa się go podobno marginalne ilości, czyli na potrzeby własne państw wydobywających. Owszem, mamy złoża krajowe, ale są na tyle małe, by nie opłacało się rozpoczynać wydobycia.
Cały problem stanowi to, że elektrownie atomowe są bezpieczne i cudowne dopóki się z nimi odpowiednio postępuje. Kto jednak da taką gwarancję? Jeśli ktoś z zarządu będzie chciał "ciąć koszty", może narobić dużego bigosu.
Apropos rozwoju nowych technologii: Zarówno elektrownie, jak i sieć przesyłowa w Polsce należy do najmniej wydajnych w Europie. Może warto zająć się ich modernizacją z użyciem nowych technologii, a nie narzekać na zanieczyszczenia i słabe strony innych źródeł energii? Ograniczmy najpierw surowcochłonność istniejących instalacji, w dalszym rozrachunku wpłynie to pozytywnie zarówno na ceny energii, stan środowiska i bezpieczeństwo energetyczne.
Owszem, technologia fuzyjna wciąż jest w powijakach (chociaż wbrew wypowiedzi powyżej sam widziałem programy o niej z różnych lat i były pomiędzy nimi różnice świadczące o jej dość dynamicznym rozwoju), jednak nie tylko nad EJ są prowadzone intensywne badania. Jeśli już wybiegamy w daleką przyszłość (a np. budowa elektrowni atomowej może się skończyć w 2020 roku), to najczystszym i najbezpieczniejszych źródłem elektryczności jest energia odnawialna.
Podobno nie mamy słońca, jednak na Pomorzu są wystarczające wiatry dla elektrowni wiatrowych, a w wielu miejscach są niewykorzystane możliwości budowy elektrowni geotermicznych. Pomijam już kwestię elektrowni rzecznych, które są dosyć kontrowersyjne, chociaż też są bezpieczniejsze i czystsze. Nie byłyby to inwestycje tak spektakularne i medialne jak EJ, ani też podobno nie tak opłacalne. Trzeba jednak pamiętać że budowa elektrowni atomowej wymaga też dużo większego nakładu na infrastrukturę i składowiska, a produkowana energia jest gorzej rozdysponowywana (jedno duże źródło = straty podczas przesyłu). Ponadto i tak jesteśmy zobowiązani przez UE do inwestycji w energetykę alternatywną (do 20% energii), a o ile wiem, elektrownie atomowe się w tą kategorię nie wpisują. To tyle z punktu widzenia ambitnego laika - więc jeśli coś się nie zgadza, proszę poprawiać.
|
|
|
|
|
|
|
Łukasz*
|
27 lis 2009 - 00:12
|

|
1) Co za różnica skąd uran będzie brany - o tym będzie decydowała cena i kontrakty długoterminowe. Będziemy brać tam gdzie będzie najtaniej a jesli nie chcemy od Rosji to nie będziemy brać od Rosji - tak w ogóle to Rosja nie ma aż tak dużo uranu, głównymi eksporterami są Australia, Kanada, Kazachstan, Namibia. Wieksze znaczenie będzie miało zamawianie usług cyklu paliwowego (konwersja, wzbogacanie, produkcja paliwa, reprocessing) - tutaj możemy w każdym przypadku korzystać z usług innego przedsiębiorstwa z innego kraju. Ponownie decyduje cena. Kolega prosi o źródło - już niebawem dowie się z oficjalnego źródła rządowego. Tajemnicą poliszynela jest że od Rosji niczego brać nie będziemy. Nasze krajowe złoża są wystarczające na cały wiek eksploatacji kilku bloków jądrowych ale uran można wydobywać także z fosforytów, kwasu fosforowego (nawozy sztuczne stosowane w rolnictwie!), popiołu węglowego a nawet granitu czy wody morskiej. Takie zakłady doświadczalne już pracowały bądź pracują na całym świecie (pracowały również w Polsce). Ekstrakcja uranu z fosforytów jest opłacalna przy cenie uranu na poziomie 200$/lb a z wody morskiej przy cenie 300$/lb (prace w tym zakresie prowadzi się w Japonii). Paliwem jądrowym nie musi być uran, można wykorzystać również tor i U-238 (materiały paliworodne). W Instytucie Energii Atomowej POLATOM w Świerku prowadzone są teraz prace badawcze nad wykorzystaniem paliwa z domieszką toru w przyszłych polskich elektrowniach jądrowych.
2) Właściwe postępowanie pracowników elektrowni gwarantuje pełna przejrzystość w przemyśle jądrowym. Tu nic nie jest utajniane, o wszystkich, nawet najdrobniejszych incydentach (nawet przysłowiowe zapchanie zakładowego kibla) można poczytać na specjalnej stronie prowadzonej przez Międzynarodową Agencję Energii Atomowej. Zresztą media też lubią ten temat i zawsze piszą "Wielka awaria w elektrowni atomowej", choć tak naprawdę nie było żadnej awarii a jakaś usterka eksploatacyjna która nie miała żadnego związku z bezpieczeństwem elektrowni. Pracownikom elektrowni jądrowych wpaja się zasadę "safety first" (bezpieczeństwo przede wszystkim), co znaczy że bezpieczeństwo jest wazniejsze niż produkcja (energii elektrycznej). I ta zasada jest bezwzględnie przestrzegana bo elektrownie są regularnie kontrolowane przez: dozór jądrowy, organizacje międzynarodowe (IAEA, Unia Europejska, WANO i inne), specjalistów z innych elektrowni jądrowych (w ramach misji WANO) a dostęp do elektrowni mają też okoliczni mieszkańcy a nawet tzw. ekolodzy (co widać zwłaszcza w Niemczech). Tu się nie da nic ukryć. Oczywiście mniejsze awarie będą się zdarzać bo to jest przemysł, technika i urządzenia ale nigdy nie bedą to awarie mogące stanowić zagrożenie dla ludności poza elektrownią bo tak się projektuje dzisiejsze elektrownie. Kosztów nawet nie trzeba ciąć, bo te elektrownie to kury znoszące złote jajka - generują wystarczająco duże zyski. Nie opłaca się kadrze kierowniczej ryzykować zwiększania produkcji kosztem bezpieczeństwa - to i tak by szybko wyszło. W Japonii (ale też i w innych krajach) stosuje się specjalne systemy premiowania pracowników za szukanie błedów i dziur w bezpieczeństwie elektrowni. Za znalezienie niedociągnięć można dostać począwszy od premii finansowej (bardzo wysokiej) aż po awans na stanowisku. Prowadzone są rankingi najbardziej efektywnych "szukaczy dziur w bezpieczeństwie". I ja Szanownemu Koledze mogę zagwarantować że elektrownie jądrowe są bezpieczne a ja sam będę mieszkał przy takiej elektrowni.
3) Sieć trzeba modernizować, zgadzam się. Ale co Kolega rozumie pod pojęciem nowych technologii? OZE to nie jest nic nowego. Od 30 lat łąduje się w to mnóstwo pieniędzy PODATNIKÓW (dotacje dla właścicieli OZE) i skutek nadal jest mizerny. W UE utopiono w tej branży miliardy euro począwszy od lat 70-tych i do tej pory OZE wytwarzają rocznie zaledwie kilka procent energii elektrycznej. Zyskali jedynie właściciele firm z tej branży. Surowcochłonność w Polsce należy do najniższych w Europie, przez ostatnie 20 lat Polska zrobiła ogromny postęp w tej dziedzinie. Ale nasze firmy są już coraz mniej konkurencyjne bo mamy za drogi prąd. Nie możemy sobie pozwolić na rozwój OZE bo one są za drogie (trzeba je dotować). W ten sposób dobijemy własny przemysł i "nie będzie niczego" (parafrazując Kononowicza). Bez tanich źródeł energii elektrycznej, które nie wymagają dotacji (a EJ nie są dotowane i w UE nawet nie mogą być dotowane a mimo to produkują prąd najtaniej ze wszystkich źródeł), za 20 lat w Polsce połowy ludzi nie będzie stać na prąd albo będą mieć w domu jedną żarówkę.
4) Fuzja - Kolega pisze, że widział programy. Co z tego że jest postęp, skoro z każdym nowym tokamakiem pojawia się więcej pytań i niewiadomych niż odpowidzi na wcześniejsze pytania. Im więcej wiemy o fuzji tym mniej wiemy. Perspektywa wykorzystania jej w przemysle oddala się coraz bardziej, pojawiają się kolejne problemy, które wczesniej nie były brane pod uwagę. 50 lat temu mówiono że pierwsza elektrownia fuzyjna powstanie za 20 lat. Ten sam tekst powtarzano co kolejne 10 lat. Teraz naukowcy nabrali już nieco pokory i mówią że za 50 lat. A ile jeszcze potrzeba będzie czasu na jej skomercjalizowanie? Komercjalizacja to ostatni etap rozwoju każdej technologii - na tym etapie wymaga się nie żeby wszystko działało (bo już działa) ale żeby było jak najtańsze, jak najsprawniejsze itd. Technologia musi być konkurencyjna. A my musimy mieć prąd TERAZ a nie za 50 czy 100 lat. O fuzji w Polsce już pisałem więc nie będę się powtarzał, proponuję aby Kolega jeszcze raz przeczytał mój wczesniejszy wpis bo chyba go nie zrozumiał.
5) Energia odnawialna najczystszym źródłem? Biorąc pod uwagę ile wiatraki wyprodukują w ciągu swojego okresu eksploatacji energii elektrycznej to w porównaniu do elektrowni atomowej: - Zapotrzebowanie powierzchni jest ponad 28 razy większe dla elektrowni wiatrowej. - Emisja CO2, przy uwzględnieniu całego cyklu budowy i likwidacji elektrowni, jest dwukrotnie większa dla energii wiatrowej. - Zapotrzebowanie materiałowe odniesione do całkowitej ilości energii wytworzonej w trakcie cyklu życia w elektrowni jest ponad dwukrotnie większe dla elektrowni wiatrowej. - Stosunek całkowitej ilości energii wytworzonej w ciągu całego cyklu życia elektrowni do skumulowanych nakładów energetycznych poniesionych w fazie jej budowy jest 4,5 razy WIĘKSZY dla elektrowni jądrowej niż dla wiatrowej. To są wyliczenia zarówno Politechniki Szczecińskiej jak i niemieckiego instytutu energetyki (nie jądrowej!) Uniwersytetu w Stuttgarcie.
6) Co to znaczy że energia odnawialna jest najbezpieczniejsza? Jesli chodzi Koledze o bezpieczeństwo ludności to statystyki mówią zupełnie co innego. Najwięcej jest ofiar awarii elektrowni wodnych - w XX w. w ten sposó zginęło grubo ponad 500 000 ludzi na całym świecie. Ostatnia awaria w Rosji (elektrownia wodna Suszeńsko-Sajańska) to 75 trupów. To nawet w Czarnobylu tyle nie zginęło (a to była radziecka elektrownia a nie zachodnia). W zachodnich elektrowniach atomowych nigdy nikt nie ucierpiał od promieniowania i nikt nie zginął.
7) Na Pomorzu mamy wiatr ale nie wieje zawsze. Elektrownie wiatrowe muszą mieć rezerwowanie w systemie elektroenergetycznym (w polskich warunkach blokami gazowymi lub węglowymi) co znaczy że nawet 1000 wiatraków nie zastąpi nawet najmniejszej elektrowni węglowej. Możemy oczywiście wiatraki stawiać ale elektrownie węglowe i gazowe cały czas muszą być w ruchu na wypadek kiedy wiatr przestanie wiać (ponieważ elektrowni węglowych nie można uruchomić od razu, rozruch trwa 2-3 doby. Z gazowymi już lepiej ale gaz jest drogi i z Rosji). Pracując na niższym obciążeniu, poniżej parametrów nominalnych, emitują większe zanieczyszczenia niż gdyby pracowały na 90% czy 100% mocy (czyli gdyby nie było wiatraków). Tak wygląda ta "ekologia" wiatraków.
8) Budowa elektrowni jądrowej rzeczywiście ywmaga większych nakładów ale jakie to ma znaczenie skoro to nie my za to płacimy a właściciel elektrowni, który z reguły jest prywatną firmą? Co nas obchodzi ile ta firma wyda na elektrownię - niech sobie wydaje nawet i 500 mld zł jeśli jej się to opłaca, ważne żebyśmy mieli tani prąd. To ludzi najbardziej interesuje a nie zaglądanie do czyjejś kieszeni. Firma ma pieniądze i może sobie z nimi robić co chce. Skoro buduje EJ to znaczy że musi sjej się to opłacać. U nas pierwsze bloki postawi PGE, która należy co prawda do Skarbu Państwa, ale na całym świecie prywatne firmy też budują EJ - bo to im sie opłaca.
Kolega napisał też o rozproszonych źródłach energii - nie wiem jak sobie wyobraża zasilanie takimi źródłami milionowego miasta albo ulokowanych na małym terenie zakładów przemysłowych z energochłonną produkcją. Nie bardzo widze możliwość postawienia wiatraków i paneli słonecznych na dachu huty aluminium czy cementowni.
9) No i te nieszczęsne 20% - moim zdaniem o kierunku rozwoju energetyki powinni decydować nie biurokraci unijni (a właściwie grupy lobbingowe OZE w Brukseli) a dwie rzeczy: ekonomia i inżynierowie. Jeśli coś jest opłacalne i opanowane technicznie to to właśnie powinno być rozwijane a nie to co ktoś z góry nakazał "bo tak".
Inna sprawa to fakt, że UE za kilka lat wycofa się z tych 20% bo po pierwsze jest to technicznie niewykonalne a po drugie tak podnosi ceny energii, że przemysł unijny nie wytrzymuje taniej konkurencji z Chin, Rosji i Indii i upada. Unia Europejska dobija własny przemysł cenami energii elektrycznej na własne życzenie.
|
|
|
|
|
|
|
Adrian*
|
27 lis 2009 - 12:10
|

|
Widzę że Łukasz rzeczowo, ciekawie i przystępnie przedstawia zalety energetyki jądrowej (nie tylko w powyższym poście)
mam tylko małe pytanie: skąd Kolega czerpie dokładne dane, by móc potem pisać, że np. EJ jest x razy tansza, x razy korzystniejsza, itp...? (podejrzewam, że ze stron wspomnianych przez Kolegę organizacji, np. MAEN, ale pewnie też wiedza pochodzi z jakiś raportów/opracowań naukowców)
mógłby Kolega podać jakieś linki, jeśli to nie problem?
pozdrawiam
|
|
|
|
|
|
|
Łukasz*
|
28 lis 2009 - 23:45
|

|
Oczywiście, że mogę podać linki, proszę napisać co konkretnie Kolegę interesuje.
Łukasz
|
|
|
|
|
|
|
Cyrion*
|
02 gru 2009 - 15:28
|

|
CYTAT 1) Co za różnica skąd uran będzie brany - o tym będzie decydowała cena i kontrakty długoterminowe hahaha od Ruskich będzie. Więc po co nam elektrownia za grube miliardy, skoro teraz jesteśmy uzależnieni od ruskiego gazu za mniejsze miliardy? Niezależności energetycznej nam atomówka nie da, nie da nam oszczędności, bo zanim się zwróci już wymrzemy, nie pojawi się w ciągu 5 lat, więc nie rozwiąże problemu Unijnych restrykcji na emisję CO2, itd. itd. itd. Podsumowując nie jest to nawet zamiana siekierki na kijek, tylko topienie publicznych pieniędzy w coś, na czymś jakiś Rychu, Zbychu czy inny Donald zarobi. Szenjfeld bardzo nalega na budowę elektrowni. Teraz trochę wypadł z obiegu, więc pewnie będzie nalegał jeszcze bardzie - przecież jego potomkowie muszą mieć formtunę!
|
|
|
|
|
|
1 użytkownik(ów) przegląda ten temat (1 gości i 0 anonimowych użytkowników)
0 Użytkownicy:
 | | REKLAMA
|